GO UP
łukasz, długowski, mikrowyprawy, tropienie wilków, matura, wyprawa

Jak to jest nie zdać matury?

Macie dzieciaki, które właśnie zdają maturę? To opowiem Wam jak to jest jej nie zdać:

Macie przed oczami chłopaka, który nie jest prymusem, ale dobrze sobie radzi. Z takiej historii, którą uwielbia, przez cztery lata, co semestr ma piątkę. Bierze ją na ustny na maturze. W dzień egzaminu dostaje pytania, siada w ławce i przez piętnaście minut patrzy się w okno. To był zimny maj, pochmurny. Te piętnaście minut obserwuje gałęzie modrzewia bujające się na wietrze. O pytaniach nie myśli. Kiedy przychodzi jego czas, wstaje, oddaje kartkę komisji i mówi:

„Nie chcę odpowiadać.” i wychodzi.

Tak nie zdałem matury. Miałem pójść na archeologię, a zostałem kelnerem w „Czerwonym fortepianie” w Poznaniu. Do późnej nocy biegałem pomiędzy stolikami słuchając koncertów jazzowych, a po pracy siedziałem przy barze i wsiąkałem w opowieści o Brazylii, Chucku Mangione i podróżach. Pochodziłem z robotniczej rodziny, w której nie było pieniędzy na jedzenie i picie rzeczy droższych niż „Tesco value”. Praca była moim oknem na świat, mogłem w niej spróbować win, których butelki chodziły po kilka stów za sztukę i jedzenia, na które ludzie wydawali więcej niż moi rodzice zarabiali w miesiąc. Wtedy zrozumiałem o ile świat może być bogatszy i bardziej złożony. (Kilkanaście lat później zrozumiałem, że picie drogiego wina nie czyni cię szczęśliwszym). Zapragnąłem podróżować i próbować absolutnie wszystkiego. Chciałem pożreć świat. 

Z pracy mnie zwolnili, bo byłem słabym kelnerem, więc latem pojechałem na winobranie do Beaujolais. Przed wyjazdem zdałem maturę na szóstkę, a potem dostałem się na filozofię. Na pytanie:

„Dlaczego chce Pan studiować filozofię?”, odpowiedziałem: „Bo lubię leżeć i myśleć.”.

Byłem w pierwszej dziesiątce kandydatów z najlepszymi wynikami z egzaminów. 

O tym, że mnie przyjęli dowiedziałem się na plaży na Cote d’Azur żłopiąc tanie wino z pięciolitrowego, plastikowego baniaka. 

Pierwszego dnia na winobraniu sekatorem przeciąłem sobie palec na wylot. Żeby zatrzymać krwotok owinąłem go liściem winogrona i pracowałem dalej przez półtora miesiąca. Winogrona zbierałem ze studentami, imigrantami z Maroka, ledwo co zwolnionymi z więzienia Francuzami i wykształconymi, obytymi „patronami”, właścicielami winnicy. Dostałem ksywkę „Lucky Luke” i zakochałem się we Francuzach i jednej Francuzce. 

Jestem wdzięczny sobie za to, że nie zdałem tej matury. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł dostać wtedy od życia ważniejsze i bardziej wartościowe doświadczenia. To między innymi one zadecydowały o tym, kim teraz jestem. Z mojego doświadczenia mogę Wam powiedzieć: Nie bójcie się, będzie dobrze. Nie ciśnijcie dzieciaków, one dają z siebie tyle, ile w danej chwili są w stanie dać. Nawet jeśli powinie im się noga, przekują to w coś dobrego, jeśli tylko dostaną od Was wsparcie.

Jestem genetycznie uzależniony od miejsc niepopularnych i położonych poza szlakami.

Leave a Reply