GO UP

Jak szybko odpocząć?

Niczego nie potrzebujemy teraz bardziej niż kontaktu z przyrodą. Od roku siedzimy zamknięci w domach i kto jeszcze nie zwariował, ten przynajmniej doświadczył gorszego nastroju.

Natura jest jak zielona apteka, mamy już setki, jeśli nie tysiące badań, które udowadniają, że przebywanie w lesie obniża poziom stresu, spowalnia tętno, pomaga w leczeniu depresji, adhd i chorób cywilizacyjnych (rak, cukrzyca).

Ja najbardziej potrzebuję się po prostu odciąć. Pobyć sam, pogapić się w przestrzeń, uciec od świata ze wszystkimi jego krzykliwymi newsami. Wyboru wielkiego nie mamy – hotele, teatry i kina częściej są zamykane niż otwierane. Na szczęście las zawsze stoi otworem, a co więcej – pogoda zaczyna nam sprzyjać, więc nawet ci, którzy najlepiej czują się pod kołdrą, mogą ruszyć w outdoor.

Chill nad ujściem Mieni do Świdra
fot. Natalia Kontraktewicz

To nie musi być żadna wielka ekspedycja. Nie musicie zrobić Iron Mana, wspinać się w lodzie czy taplać w bagnie. Co więcej – powiedziałbym nawet, że potrzebujemy czegoś zupełnie innego. Stawiałbym raczej na klimat slow: komfort, spokój i relaks. Bez wyzwań i wymagań.

Ja postawiłem na najprostsze rozwiązanie: kawę w terenie. Przygotowania są banalne, potrzebujesz: 1. kawy, 2. terenu 🙂 W wersji minimal bierzesz kawę na wynos z kawiarni, w wersji komfort przyrządzasz sobie własną w lesie. Ja wziąłem jeszcze ze sobą krzesełko, żeby nie odmrozić sobie tyłka i kilka drobiazgów, żeby kawa smakowała jak z najlepszej kawiarni:

Przez kawę wiedzie droga do szczęścia
fot. Natalia Kontraktewicz

Miejscówkę znalazłem na Google Maps, przeszukiwałem sobie zielone tereny pod Warszawą i tak odkryłem ujście Mieni do Świdra. Kawałek prawdziwej dziczy pod miastem.

Zrobienie kawy było proste jak drut – ziarna do młynka, kawa do aeropressu, zalewam ją wodą, przeciskam i voila! Gotowe 🙂 I teraz zdradzam tajemnicę – po co mi dwa kubki? Na wszelki wypadek, gdyby nie udało mi się rozpalić ogniska i zagotować wody w garnku – miał przelotnie padać deszcz, a padał grad – jeden kubek potraktowałem jako termos i wziąłem w nim gorącą wodę (do zaparzenia kawy w aeropresie wystarczy ok. 90℃). Gorącą kawę mogłem popijać już w trakcie rozpalania ogniska. Z własnego kubka smakuje znacznie lepiej i zdecydowanie bardziej eko. Zabrałem szklanego KeepCupa i kubek MiiR – obie marki działają na rzecz ekologii i ograniczenia plastiku.

A potem już tylko siedziałem przy ogniu i się resetowałem. Wystarczyły mi trzy godziny gapienia się na rzekę, żeby naładować baterię na resztę tygodnia!

fot. Natalia Kontraktewicz

Post powstał we współpracy ze specami od kawy: Coffedesk.pl

Cuda do robienia kawy w terenie możecie kupić u nich z kodem rabatowym „mikrowyprawy” dającym 20 zł rabatu przy zakupach powyżej 100 zł na całą ofertę Coffeedesk.pl

(Nie łączy się z innymi promocjami i jest ważny do 30.04.2021 r.)

Leave a Reply