fbpx
GOUP

Dlaczego przeszedłem 40 km w mrozie, w jednej koszulce?

Kto daje najlepsze rady w kwestii ciuchów trekkingowych? Babcia! To ona zawsze mi mówiła: ubieraj się na cebulkę. Tylko, że z tą radą jest jeden problem: już nie działa.

Zwykle, kiedy szkolę ludzi jak się ubrać na trekking powtarzam im starą babciną radę: na cebulkę. Ale ta rada ma się nijak do ciuchów z wełny merynosów. Kiedy przez dwa dni, szedłem w mrozie, 40 km wzdłuż Białki, rzeki wypływającej z Tatr, miałem na sobie tylko jedną koszulkę. Ani specjalnie grubą, ani pancerną. Klasyczny długi rękaw, z dziurami na kciuki i stójką. Devold, model Expedition.

Pierwszy raz ten model założyłem w 2009 roku. Szedłem zimą z kumplem przez płaskowyż Hardangervidda w Norwegii, na którym panują warunki subpolarne. Powiedział mi, że albo kupię sobie Devolda albo ze mną nie idzie. Byłem studentem dla którego wydanie ponad 300 zł na ciuch było majątkiem, ale Regner zapewniał mnie, że to będą dobrze wydane pieniądze.

Koszulka wytrzymała dziewięć lat ciągłego targania po lasach, górach i pustkowiach.

Puściła kilka oczek, przetarły się rękawy ale pomimo tego, nadal spełnia swoją funkcję. Chodziłbym w niej dalej, ale z dziurami na nadgarstkach zaczynałem wyglądać niewyjściowo, więc zostawiłem ją w domu i teraz funkcjonuje jako moja piżama.

Na czym polega fenomen Expedition?

Przede wszystkim na materiale: to wełna merynosów, która pochodzi ze specjalnego gatunku owiec i ma wiele niezwykłych właściwości, o których opowiem Wam w kolejnych wpisach.

Teraz napiszę o najważniejszych czterech cechach:

  1. wchłania wilgoć (do 35% masy własnej) i bardzo dobrze odprowadza ją na zewnątrz. Dzięki temu nie zapacam się, co z kolei oznacza, że się nie wychładzam,
  2. w chłodnych warunkach, nawet gdy jest wilgotna, zatrzymuje ciepło przy ciele,
  3. chłodzi organizm kiedy jest gorąco,
  4. nie pochłania zapachów, czyli po prostu nie śmierdzi ☺ I to nawet po tygodniu intensywnego trekkingu (przetestowałem na sobie).

Druga ważna rzecz to konstrukcja. Kluczowe są trzy elementy:

  1. Przedłużone rękawy z otworami na kciuki. Kiedy je zaciągam chronię przeguby, którymi ucieka sporo ciepła, kiedy z kolei robi mi się za ciepło, zsuwam je niżej. Mogę kontrolować temperaturę ciała więc nie zapacam się, co z kolei oznacza, że się nie wychładzam.
  2. Stójka z zamkiem – najlepszy wynalazek ever! Wysoka stójka z zamkiem, który można rozpiąć aż do torsu pozwala na bardzo silną regulację ciepła. (Najwięcej, zaraz po głowie, ciepła oddajemy poprzesz szyję i tors.) Dzięki temu nie jestem mokry od potu, a więc nie wychładzam się np. na postojach, w mrozie albo na wietrze.

Model działania jest prosty: zapinam zamek i zatrzymuję ciepło, odpinam i oddaję ciepło. Podczas trekkingu            robię takie manewry po kilkadziesiąt razy. Zależy to nie tylko od pogody, ale także od tego czy podchodzę pod górę, idę po płaskim, pędzę przed siebie czy mam spacerowe tempo.

3. Przedłużony tył. Jest to o tyle ważne, że mikroruchy plecaka (w dół / w górę), powodują, że koszulka   odsłania lędźwie i nerki, które narażone są na wychłodzenie. Dłuższe plecy koszulki rozwiązują ten problem.

Tak oto dzięki ciuchom Devolda mogłem ze sobą wziąć absolutne minimum sprzętu.

W moim plecaku (50l) miałem tylko dziewięć niezbędnych rzeczy: śpiwór, karimatę, namiot, kuchenkę turystyczną, kalesony, t-shirt, puchówkę i wiatrówkę.

Podczas przejścia Białki temperatury wahały się od 0 do -10 stopni. Rano zakładałem na siebie bokserki, cienkie kalesony, t-shirt i bluzę z długim rękawem oraz lekką wiatrówkę. Po 15 minutach, kiedy rozgrzałem się marszem, zatrzymywałem się i ściągałem kalesony, t-shirt i kurtkę. Dalej szedłem w samej koszulce Expedition i cienkiej czapce. Na postojach docieplałem się puchówką, grubszą czapką, a kiedy wiało, zakładałem wiatrówkę.

I taki system Wam polecam. Dlaczego? Bo jest ultralekki, zdrowy, wielofunkcyjny oraz chroni przed przegrzaniem i wychłodzeniem.

Ciuchy Devolda kupicie w stacjonarnych sklepach outdoorowych w całej Polsce albo na stronie www.devold.pl A ja, ponieważ sam korzystam z tej marki od 2009 r., a ostatnio rozpocząłem z nimi współpracę, w kolejnych wpisach opowiem Wam o korzyściach jakie daje wełna merynosów Devolda.

Comments:

  • Tomek

    14 marca 2019

    Chodziło mi raczej o wędrowanie niż bieganie, o bieganiu pisałem tylko w kontekście używania biegowych ciuchów jako pierwszej warstwy „przy ciele”. I stąd pytanie o zamienność z typowym Polartecem. Z tego co piszesz Ty i MOnika wnioskuję, że merynos to znakomity materiał, szkoda że go wcześniej nie znałem. Wybiorę sięw Al. Niepodległości żeby poznać pełną ofertę, ale opinia użytkowników jest dla mnie zawsze ważniejsza niz sprzedawców 🙂
    Tu masz opis wyprawy Jakuba Postrzygacza, który w 2005 przejechał w merynosach pół Australii na rowerze:
    http://wildworks.co.nz/csr/home_pl.php

    Pozdrawiam,
    Tomek

    Reply
  • Tomek

    13 marca 2019

    Łukaszu,

    Dzięki za wpis. Ja od zawsze niemal używam różnej grubości Polartecu i Goretexu. Na ogół jest to T-shirt do biegania, Polartex 200/300 i na wierzch Goretex jeśli trzeba. I teraz moje pytanie: czy to się da jakoś pogodzić z wełną z merynosów? Oczywiście nie zastąpi się Gore, ale merynos zamiast podkoszulka oddychającego biegowego albo z Polartecu 100? Albo podkoszulek biegowy, grubszy merynos i na to jakiś windstopper albo Gore kiedy pada deszcz lub jest wichura? Co o tym myślisz?

    I jeszcze jedno: piszesz że merynos „nie śmierdzi”. Czy na minimalistyczną wyprawę (w sensie: nosze na plecach minimalnie mało) 2 sztuki bokserek noszonych na zmianę wystarczy? Jak to się pierze, szczególnie na szlaku? Bo wełnę znam tylko z zastosowania domowego i włożenie do pralki unicestwia ją na ogół.
    Pytam bo nie wyobrażam sobie wędrowania w śmierdzącej bieliźnie. Teraz noszę zwykłą bawełnianą co ma tę wadę, że nasiąka wodą, czasem obciera. Zakładanie legginsów do biegania na gołą skórę dobrze działa ale „zasmradza” je natychmiast, muszę wrzucić je do pralki kiedy tylko wracam z godzinnego biegania, nie wyobrażam sobie wędrowania w nich przez cały dzień.

    Tyle pytań, bo zastanawiam się co kupić, w jakiej konfiguracji spasować to z tym co mam. Będę wdzięczny za odpowiedź.

    Pozdrawiam,
    Tomek

    Reply
    • MOnika

      14 marca 2019

      hej, ja miefdys na oboz biegowy w gory zabralam dwie koszulki Icebreaker z merynosa – dlugi i krotki rekaw, biegalam w nich na zmiane 5 dni; poce sie bardzo – a one nie smierdzialy, schly w pare minut, ogolnie sztos 🙂 mialam tez jedna z nich przez 4 dni wchodzac na MB – taka sama rekomendacja; moze w lato wole topy na ramiaczkach, ale zima, jesien – wyjazd na pare dni – polecma merynosy

      Reply
  • Tomek

    13 marca 2019

    Dzięki za wpis. Ja od zawsze niemal używam różnej grubości Polartecu i Goretexu. Na ogół jest to T-shirt do biegania, Polartex 200/300 i na wierzch Goretex jeśli trzeba. I teraz moje pytanie: czy to się da jakoś pogodzić z wełną z merynosów? Oczywiście nie zastąpi się Gore, ale merynos zamiast podkoszulka oddychającego biegowego albo z Polartecu 100? Albo podkoszulek biegowy, grubszy merynos i na to jakiś windstopper albo Gore kiedy pada deszcz lub jest wichura? Co o tym myślisz?

    I jeszcze jedno: piszesz że merynos „nie śmierdzi”. Czy na minimalistyczną wyprawę (w sensie: nosze na plecach minimalnie mało) 2 sztuki bokserek noszonych na zmianę wystarczy? Jak to się pierze, szczególnie na szlaku? Bo wełnę znam tylko z zastosowania domowego i włożenie do pralki unicestwia ją na ogół.
    Pytam bo nie wyobrażam sobie wędrowania w śmierdzącej bieliźnie. Teraz noszę zwykłą bawełnianą co ma tę wadę, że nasiąka wodą, czasem obciera. Zakładanie legginsów do biegania na gołą skórę dobrze działa ale „zasmradza” je natychmiast, muszę wrzucić je do pralki kiedy tylko wracam z godzinnego biegania, nie wyobrażam sobie wędrowania w nich przez cały dzień.

    Tyle pytań, bo zastanawiam się co kupić, w jakiej konfiguracji spasować to z tym co mam. Będę wdzięczny za odpowiedź.

    Pozdrawiam,
    Tomek

    Reply
    • Nikifor

      19 marca 2019

      Tomek, jako majty do aktywności fizycznych polecam slipy albo bokserki biegowe oddychające z Deca. Zapachy nieco chłoną ale łatwo się piorą i szybko schną.

      Reply

Dodaj komentarz