fbpx
GOUP

Czy warto chronić rzekę? [cz. 1]

Powódź to jest zawsze tragedia. Ludzie tracą domy, a przed kamerami stają politycy: „Uregulujemy rzekę, będziecie bezpieczni!”. Odpowiadają im ekolodzy: „To nic nie rozwiąże, tylko zniszczycie rzekę.” Komu wierzyć? Co jest ważniejsze: dzika rzeka, czy bezpieczeństwo ludzi? Pojechałem w teren żeby to sprawdzić.

Holenderski fotograf, Jimmy Nelson, jeździ po świecie i fotografuje plemiona, które są na skraju wyginięcia. Oglądałem jego prace z cyklu „Before they pass away” (Zanim znikną) i od razu przyszło mi na myśl: muszę tam pojechać! Zobaczyć, bo za chwilę będzie za późno. Zanim zdążyłem kupić bilet i polecieć na drugi koniec świata, przeczytałem o tym, co u nas możemy bezpowrotnie stracić. O mierzei Wiślanej, którą rząd zamierza przekopać; o Odrze, Wiśle i Bugu, które chcą uregulować oraz o Białce, króciutkiej rzece w Tatrach, w której grzebali w grudniu 2018 roku i planują ją dalej regulować.

Białka jest dziką rzeką, często zmienia koryto i zdarza się, że podtapia okoliczne wsie, więc mieszkańcy i politycy domagają się jej regulacji. Sprzeciwiają się temu ekolodzy, m.in. z Koalicji Ratujmy Rzeki. Zacząłem czytać o Białce i po dwóch minutach wiedziałem, że muszę ją zobaczyć. Chciałem sprawdzić na własne oczy czy jest co chronić i o co walczyć, więc zdecydowałem, że przejdę ją od źródła do ujścia. Dystans był weekendowy – 40 km, logistyka dość prosta: awaryjnie namiot i śpiwór, ale pewnie po drodze znajdę sklep z mielonką turystyczną, i agroturystyką z ciepłym łóżkiem. Nie minął tydzień jak z Filipem Klimaszewskim, fotografem ruszyliśmy w drogę.

Zaczęliśmy od doliny Białej Wody w Słowacji, gdzie Białka, po połączeniu Rybiego Potoku z Białą Wodą, zaczyna swój bieg. Kiedy pytałem kumpla mieszkającego w okolicy o to, czy mamy brać rakiety albo narty, odpowiedział: „Gdzie tam! Wszystko wytopione, nie ma sensu, przejdziecie suchą stopą.” Zeszliśmy z Filipem z asfaltu i zaskoczeni stanęliśmy przed zaspami po uda. Zrobiłem krok, stanąłem na śniegu i, o dziwo, nie zapadłem się ani o centymetr. Okazało się, że uratował nas siarczysty mróz, który przyszedł dwa dni wcześniej i zmroził miękki jak masło śnieg w twardą skorupę.

Szliśmy tak blisko Białki jak tylko się dało. Chcieliśmy zobaczyć nie tylko teren wzdłuż rzeki, ale i samą rzekę. I muszę Wam powiedzieć, że pierwsze 20 km to był istny raj, najpiękniejszy fragment Tatr jaki w życiu widziałem! Było po prostu dziko: wielkie głazy w rzece, przewalone drzewa, wyspy i wysepki, baseny z krystalicznie czystą wodą i wysokie skarpy. Las wyglądał jak puszcza, a nie jak plantacja desek. Były w nim młode i stare drzewa, powalone, pochylone albo rosnące prosto jak strzała; drzewa, które gniły, takie, które były podziurawione na przestrzał przez dzięcioła czarnego i te, którym obgryzły korę jelenie.

fot. filipklimaszewski.pl

Ani jednego ściętego pnia. Na własne oczy widzieliśmy, co oznacza, że Białka jest korytarzem ekologicznym dla zwierząt: przez całą drogę towarzyszyły nam tropy jeleni, dzików, saren, lisów i miejscami – wilka. Dziki brzegi Białki są dla nich jak autostrada, którą przemieszczają się na trasie Tatry-Gorce.

Dzikość terenu spowodowała, że marsz był piękny, ale i bardzo uciążliwy. Regularnie się przewracaliśmy, zapadaliśmy w zaspy, potykaliśmy o konary, kilka razy o mało nie połamaliśmy nóg. Zachwyty nad pięknem rzeki regularnie mieszały się z wyrzucanymi z siebie przekleństwami. Ale kiedy tylko po chwili zapominaliśmy o bólu, znowu skupialiśmy się na urodzie rzeki i doliny. Chociaż kilkaset metrów od nas biegła droga, czuliśmy się jakbyśmy byli w głębokim interiorze Alaski albo Kanady.

Pierwszy dzień zakończyliśmy spektakularnym zachodem słońca, który zaświecił na różowo całe Tatry.

fot. filipklimaszewski.pl

Noc chciałem spędzić w namiocie, ale Filip przekonał mnie, że nie ma sensu mrozić tyłka. Lepiej przespać się w ciepłym łóżku i następnego dnia skoro świt ruszyć w teren. Zatrzymaliśmy się w Jurgowie, pierwszej większej wsi nad Białką. Pierwszej, którą rzeka dość często podtapia. Dzięki temu od razu mieliśmy okazję żeby sprawdzić sytuację na miejscu, ale o tym, opowiem Wam w kolejnym wpisie.

 

*przejście Białki na pierwszym etapie, ze względu na poruszanie się poza szlakami, jest możliwe tylko po uzyskaniu zgody przez TPN lub słowacki TANAP.

Dodaj komentarz