GO UP

O sprzęcie – cz. 2/3

Ze mną na razie jest tak, że muszę naprawdę ostro walczyć, żeby nie kupować sprzętu, który nie jest mi potrzebny, a w kontekście tego, na co już się decyduję, kupować to, co będzie odpowiednie do warunków, w których będę działał. Dlatego jeśli jeżdżę w polskie Tatry nie ma sensu, żebym kupował śpiwór w Himalaje; jeśli jadę do lasu pod miasto, szanse są mikroskopijne, że trafi mi się burza, której odpór da GORE-TEX XCR.

Kiedy wyjeżdżałem w swoją pierwszą podróż miałem ze sobą stary, harcerski plecak z lat 80-tych z pozszywanymi przeze mnie paskami, mały, szkolny plecak i pożyczony namiot, zresztą prawdopodobnie kupiony w markecie. Moim jedynym specjalistycznym sprzętem była menażka i tani śpiwór. Nie miałem ze sobą nawet palnika gazowego, na którym mógłbym coś ugotować. Co wieczór robiłem małe ogniska, na których gotowałem wodę na herbatę albo makaron. Z takim wyposażeniem i czterema stówami w kieszeni przez dwa miesiące, autostopem jeździłem po południowej Francji. Wspominam ten czas jako jedną z najlepszych podróży w moim życiu.

Na kolejną wybrałem się do Ameryki Południowej. To już miała być podróż z prawdziwego zdarzenia, więc chciałem się obkupić. Wydałem trzy tysiące złotych na buty, plecak, kurtkę, spodnie przeciwdeszczowe (bezużyteczne), palnik do gazu i kilka innych drobiazgów. I strasznie potem tego żałowałem. Trzeba było kupić dobre buty i kurtkę, odkupić od kogoś używany plecak, a za resztę pieniędzy dłużej włóczyć się po Patagonii. Zamiast dwóch i pół, spędzić tam trzy, albo cztery miesiące.

Od kiedy zacząłem na poważnie podróżować minęło czternaście lat. Dopiero teraz dochodzę do momentu, w którym mam sprzęt pozwalający mi na wyjazd praktycznie w każdy zakątek na świecie. I żeby była jasność: to nie jest tak, że uważam, że nie powinniście inwestować w sprzęt. Absolutnie nie. W sprzęt trzeba inwestować, bo od niego często zależy zdrowie i życie. Jak już ruszycie na poważniejsze wyprawy, ekstremalnie ważne będzie to, żebyście mieli dobre buty, kurtkę i plecak, żebyście mieli sprzęt, który was nie zawiedzie. Wasze zdrowie i bezpieczeństwo jest warte tych pieniędzy.

Dochodzi do tego jeszcze aspekt praktyczny: kiedy mówiłem moim znajomym, że kupiłem buty za 600 zł, pukali się w czoło. Pewnie z boku zakrawa na szaleństwo kupowanie tak drogich butów, ale jak się temu dobrze przyjrzeć to jedyna rozsądna opcja. Takie buty starczają na trzy-cztery lata chodzenia, a jak ktoś rzadko jeździ, to na dłużej. To samo odnosi się do reszty sprzętu. W przypadku ciuchów wyprawowych cena to raczej inwestycja niż koszt.

Więcej o sprzęcie i nie tylko przeczytasz w mojej książce „Mikrowyprawy w wielkim mieście”. Kupisz ją tutaj: http://tiny.pl/g6chf

Dodaj komentarz