O mnie

Łukasz Długowski, fot. Joanna Biernacka

Siedziałem na poboczu drogi. W jednej ręce trzymałem cążki do paznokci, w drugiej lusterko.  Widziałem w nim moje plecy, a w nich dwa czarne punkty – kleszcze, które złapałem podczas noclegu w lesie. Próbowałem je wyciąć.

Byłem we Francji, w drodze autostopem do Beaujolais. Byłem sam i nie miałem pieniędzy na lekarza. Na cały, dwumiesięczny wyjazd schowałem po kieszeniach 360 zł. Nie chciałem wracać do domu za wszelką cenę, więc dziabałem tymi cążkami aż w końcu wyciąłem.

Żeby mieć pewność, że nie zostawię w ciele najmniejszego kawałeczka, przez który mógłbym zachorować, ciąłem tak głęboko, że zrobiłem sobie dwie dziury. Poza skórą, wyciąłem też kawałek mięsa.

Tak wyglądała moja pierwsza, poważna podróż. Ekwipunek? Dwa plecaki – stary, zielony, harcerski i zwykły – szkolny, w ręce pożyczony namiot i bida w kieszeniach. Kiedy szedłem przez miasto wyglądał jakbym uciekł z domu. Od tamtego czasu minęło ponad piętnaście lat. Zdążyłem już być rybakiem u wybrzeży Patagonii, o mały włos nie zostałem gaucho w Chile i poniosłem największą, podróżniczą klęskę w moim życiu.

To dzięki niej jestem szczęśliwy.

Dzięki niej zajmuję się dzisiaj mikrowyprawami. Wydałem książkę „Mikrowyprawy w wielkim mieście”, na bieżąco piszę o nich w „Gazecie Wyborczej” i magazynie „Poznaj świat” oraz prowadzę program w Dzień Dobry TVN „Mikrowyprawy z Łukaszem Długowskim”.

Mikrowyprawa z rajdowcem, Kajetanem Kajetanowiczem fot. Dzień Dobry TVN

Pomimo tego, że wiele się zmieniło, nadal tkwi we mnie ten sam dzieciak – ciekawy świata i ludzi, chętny porwać się na każdą, nawet najbardziej absurdalną przygodę. Ten sam, który 15 lat temu wycinał sobie kleszcze cążkami, żeby móc dalej podróżować.

Chcesz usłyszeć więcej? Wsiadaj, pogadajmy!

fot. Joanna Biernacka