[czyta się 4 minuty]

 

Spędziłem część mojego dorosłego życia w poszukiwaniu zachwytu. Tak jak wiele osób łączyłem moją pasję do jazdy na nartach, wspinaczki i biegania z zamiłowaniem do konserwacji i dbałości o środowisko. Ale teraz, nie jestem tego już taki pewien: Czy zachwyt może nas uratować? Czy rekreacja na świeżym powietrzu naprawdę może wspierać ochronę zdrowia Ziemi, a nie tylko dostęp ludzi do przyrody? Podejrzewam, że odpowiedź to odbijające się pustym echem: nie.

Po raz pierwszy spotkałem się z tą ideą jako student college’u i czułem, że to jest jak objawienie. To było tak, jakby moje własne narciarstwo, bieganie i wspinaczka zostały nagle nasycone właściwym celem. Nie byłem sam: z mediów społecznościowych ambasadorów marki przez oświadczenia organizacji pozarządowych zajmujących się ochroną środowiska, po broszury branży outdoorowej, wszyscy mówili to samo: jest silny związek między rekreacją na świeżym powietrzu a ochroną Ziemi. Ostatecznie jednak ten sam, nieugięty zachwyt zaczął budzić moje podejrzenia. Czy nie było to po prostu wygodne, że cele przemysłu outdoorowego wartego [w USA – dop. mój] 887 miliardów dolarów idealnie pasowały do ​​ochrony środowiska? Że to, co było dobre dla biznesu, było dobre dla Ziemi? Zacząłem się zastanawiać, czy istnieją jakiekolwiek dowody popierające to założenie? Czy naprawdę ważniejsze było cieszyć się Ziemią niż walczyć o nią? A jeśli tak, to ważne dla kogo?

Wyspy Owcze, fot. Łukasz Długowski / Mikrowyprawy; CC

Nie byłem pierwszym, który to rozważał. We wczesnych latach 70. Riley Dunlap i Robert Heffernan, dwóch socjologów z Washington State University, zainteresowało się tym pytaniem. Chcieli wiedzieć, w jaki sposób rekreacja na świeżym powietrzu może wiązać się z rozwojem ruchu ekologicznego.” Dunlap i Heffernan próbowali odpowiedzieć na pytania: czy rekreacja na świeżym powietrzu była skorelowana z „troską o środowisko”, jak bardzo respondenci uważali, że rekreacja jest rozwiązaniem współczesnych problemów środowiskowych; czy różnica między sportami „doceniającymi”, takimi jak narciarstwo przełajowe i sporty „konsumpcyjne”, takie jak polowanie, robiła różnicę; i czy rekreacja była skorelowana z większą troską o lokalne środowisko, w przeciwieństwie do odległych, bardziej abstrakcyjnych problemów (jak wylesianie obszarów tropikalnych).

Ustalenia, opublikowane w 1975 r., w czasopiśmie „Rural Sociology”, były niejednoznaczne. Ogólnie rzecz biorąc, rekreacja na świeżym powietrzu była słabo skorelowana z ochroną środowiska, a nawet to zależało od rodzaju rekreacji i konkretnego problemu środowiskowego. Na przykład osoby, które wędrowały lub polowały, wykazywały pewne obawy dotyczące ochrony zagrożonych gatunków dzikich zwierząt, ale osoby odwiedzające parki narodowe już takich obaw nie miały. Ludzie korzystając z pól namiotowych byli zaniepokojeni zanieczyszczeniem rolniczym, ale żadna grupa nie była szczególnie zaniepokojona zanieczyszczeniem przemysłowym. (W końcu to były lata 70.)

Tymczasem druga i trzecia hipoteza Dunlapa i Heffernana znalazły mocne potwierdzenie. Oprócz kwestii ochrony dzikiej przyrody, uczestnicy „sportów doceniających” zawsze wykazywali wyższy poziom troski o kwestie ochrony środowiska niż uczestnicy „sportów konsumpcyjnych”. We wszystkich przypadkach respondenci bardziej interesowali się kwestiami środowiskowymi, które wpłynęły na ich wybór rekreacji, niż kwestiami, które nie miały takiego wpływu.

Czterdzieści lat temu ten artykuł okazał się bardzo wpływowy, tworząc kaskadę dalszych badań, które trwają do dziś. Jeśli cokolwiek można uogólnić na ich temat, to: rekreacja robi dla środowiska mniej, niż można się było spodziewać. „Journal of Experiential Education” z 2009 r.: „Tylko na podstawie tego, czy ktoś przebywa w przyrodzie, nie jesteśmy w stanie przewidzieć jego postaw środowiskowych”.

Co ma znaczenie? Takie zmienne jak: płeć, dochód, wykształcenie, poglądy polityczne, tożsamość i wielkość miejsca zamieszkania. To pomaga wyjaśnić, dlaczego tak wiele pięknych szlaków jest zniszczonych przez turystów, lub dlaczego, w środku leśnej polany, znajdziesz wyblakłą puszkę Coorsa. [marka piwa]

Zachwyt jest chwiejnym gwarantem tego, że dojdzie do radykalnej zmiany postaw, których efektem będzie ochrona środowiska. Częściowo dlatego, że rekreacja na świeżym powietrzu oraz biznes wokół niej skupiony nie jest zjednoczony w celach i wartościach.

Płaskowyż Hardangervidda w Norwegii, fot. Łukasz Długowski / Mikrowyprawy; CC

Co przede wszystkim chronimy? Czy powinniśmy walczyć o ziemie z otwartym dostępem publicznym, ponieważ zapewniają nam możliwości rekreacji czy dlatego, że wspierają różnorodność biologiczną? Czy powinniśmy chronić tylko te rośliny i zwierzęta, które bezpośrednio nam pomagają lub które uważamy za piękne – czy też powinniśmy walczyć o wszystkie gatunki? W dziedzinie biologii konserwatorskiej wiemy, że długoterminowa stabilność ekologiczna wymaga tego drugiego. Ale „zachwyt” skupia się na własnym doświadczeniu i nie ma interesu w dbaniu o bioróżnorodność lub zrównoważony ekosystem. Zachwyt chce wspinaczki w skale i lodzie!

Wysoce bioróżnorodny, ale mało charyzmatyczny pomnik narodowy [w USA] Cascade-Siskiyou, który stoi przed podobnymi zagrożeniami redukcji powierzchni ze strony administracji Trumpa, otrzymał ułamek uwagi ze strony przemysłu outdoorowego jak kultowy, świetnie nadający się do wspinaczki i wycieczek rowerowych, piaskowiec Bears Ears.

Co zatem mamy zrobić? Zamknąć się w domu i rozpaczać? Nie. Bo chociaż sama rekreacja może być kiepskim sposobem na zaszczepienie etyki środowiskowej, to jest to dobre miejsce na jej rozpoczęcie. I nacisk należy położyć właśnie na „miejsce”. Poprzez rozwijanie tego, co socjologowie nazywają przywiązaniem do miejsca – poczucie tożsamości i zależności od lokalnych krajobrazów – możemy wyjść poza krótkowzroczny pogląd na świat przyrody jako placu zabaw.

Istnieją dowody pochodzące z różnych badań (w USA, Japonii, Europie i innych krajach), że przywiązanie do miejsca, najbliższej okolicy zamieszkania może być jedyną rzeczą, która niweluje różnice socjoekonomiczne. To ono może mieć największy wpływ na zachowania ludzi przyjazne dla środowiska. Niektóre z tych badań wykazały, że oddany, regularny udział w rekreacji na świeżym powietrzu może pomóc nam rozwinąć głębokie połączenie człowiek – przyroda.

Daje mi to nadzieję, że inna kultura rekreacji na świeżym powietrzu, która podkreśla przyjemność poznawania dzikiego otoczenia własnego miejsca zamieszkania [MIKROWYPRAWY!] :)], może być potężną siłą budującą tę więź.

Nie potrzebujemy zachwytu. Potrzebujemy codziennych praktyk tworzących więzi z miejscami, które są tłem naszego życia.

Kubek Mikrowyprawy, fot. Łukasz Długowski; CC

To fragment tekstu, który pierwotnie ukazał się w „The Adventure Journal”. Skróty ode mnie, całość znajdziesz tutaj: https://www.adventure-journal.com/2018/05/sorry-stoke-wont-save-us/

Autor: Ethan Linck

Tłumaczenie: Łukasz Długowski

0

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec