GO UP

Długi weekend last minute

Nie macie jeszcze zaplanowanego długiego weekendu? Rzucam wam koło ratunkowe i proponuję dwie, proste mikrowyprawy.

Idźcie wioskami

W podróżach nigdy nie chodziło mi tak bardzo o widoki, jak o ludzi. Podróżowanie bez ich historii, wspólnych posiłków czy pracy, jest jak oglądanie niemego filmu. Nie jestem mistrzem w nawiązywaniu kontaktów, wolę raczej trzymać się z boku i obserwować niż wyrywać się do rozmów, dlatego zawsze potrzebuję pretekstu żeby wyjść do ludzi. Teraz zdradzę wam najprostszy sposób żeby się odważyć.

Wyjedźcie za miasto na wieś. Ale nie wydmuszkę z weekendowymi domkami letniskowymi, a taką prawdziwą, gdzie ludzie nadal żyją z ziemi i zwierząt.

Sugeruje Podlasie, Dolny Śląsk, albo Suwalszczyznę. Idźcie tymi wsiami tak długo jak was nogi poniosą. Do picia weźcie ze sobą tylko półlitrową butelkę wody. Za każdym razem, kiedy ją opróżnicie, nie szukajcie sklepu, ale pukajcie do drzwi i proście o dolewkę. Nikt raczej wody wam nie odmówi, szczególnie w taki upał. A jak gospodarz zobaczy plecak, to pewnie zapyta: skąd / po co / na jak długo? Może przy okazji miodem poczęstuje, albo świeżo upieczonym ciastem. Prośba o wodę to idealna sytuacja żeby pogadać. Jak dużo uda wam się usłyszeć – może tajemnice rodzinne, historie z wojny, albo dzieciństwa? – zależy tylko od was i waszej ciekawości innych ludzi.

Żeby potwierdzić, że ten sposób działa: kilka dni temu, w pięć minut, udało mi się przekonać obcą osobę do tego żeby zaprosiła mnie na obiad. That’s how magic happens! (Tak dzieją się cuda!)

Randka pod gwiazdami

Jeżeli nie widzieliście spadających perseidów, to znaczy, że niewiele w życiu widzieliście. One nie wyglądają jak typowe białe przecinki, które po chwili znikają z nieba, ale jak kule ognia, które rozświetlają niebo. Takie perseidy oglądałem kilka lat temu leżąc w trawie na Morasku pod Poznaniem.

Czego potrzebujecie żeby się udało? Wyjedźcie daleko za miasto, w miejsce gdzie niebo nie będzie zanieczyszczone świetlne (yep, to też jest zanieczyszczenie). Najlepszą opcją byłyby Bieszczady, ale wystarczy miejsce, w którym po prostu będzie najciemniej jak się da. Najlepiej rozłóżcie się na łące, polanie w lesie, albo szczycie wzgórza, żeby nic nie ograniczało wam widoczności i czekajcie.

Im będzie później i ciemniej, tym więcej pojawi się perspeidów. Najpierw będzie ich kilka, typowych przecinków, ale jak wam się poszczęści niebo rozbłyśnie ogniem.

Żeby umilić sobie czekanie weźcie kubki, kuchenkę turystyczną, menażkę i litr mleka. Podgrzejcie mleko, wrzućcie do niej czekoladę i rozpuśćcie.

Po chwili będziecie gapić się na spadające gwiazdy z kubkiem gorącej czekolady w dłoni.

PS. To świetny sposób na randkę, albo jeszcze lepiej – oświadczyny. Żadna kolacja w restauracji tego nie przebije 🙂

Czytaj dalej: Kampinos – podmiejski, nudnawy lasek

Dodaj komentarz